Planowanie jest trudną sztuką. Niestety, nie miałem chyba tego szczęścia, by mnie tego nauczono albo nie za dobrze słuchałem, co do mnie mówiono. Zawsze działałem spontanicznie, na ostatnią chwilę, a jeśli zakładałem zrealizowanie jakiegoś celu, to nie byłem konsekwentny. Czasami jednak zdarza się, że nie mam do końca wpływu na realizację planów. Nie wszystko zawsze dzieję się po mojej myśli. Życie… Ludzie…
Zaplanowałem dokładnie cały tydzień. Wizyty na terapii, u lekarzy, spotkanie ze znajomymi, złożenie papierów w ZUS itd… Chciałem zrobić, jak najwięcej, konsekwentnie realizować ważne dla mnie sprawy…
Wyjechałem, jak co tydzień w środę na terapie. Wprawdzie wiedziałem już w poniedziałek, że jej nie będzie. Została odwołana – i grupowa, i indywidualna. Mimo to, wyjechałem, planując, że siądę w domu na papierami, żeby szybciej wykonać zlecenie. Niestety. Przespałem całą środę i prawie cały czwartek. Nie wiem, co jest… W domu u rodziców trudno mi wstać, nie budzę się w nocy i nad ranem. U Pana B. odwrotnie. Na razie tłumaczę sobie, to zmianą mikroklimatu …
W czwartek, z dwutygodniowym wyprzedzeniem, miałem umówioną wizytę na oddziale SPA u okulisty. Lekarz nie mógł przyjechać i zaproponował wizytę w swojej klinice. Stwierdziłem, że jeżdżenie na kontrolne badania, po to, żeby usłyszeć: „No, CD 4 wzrosło. Regres cytomegalowirusowa następuje. Brawo. Nie oślepnie Pan jeszcze całkiem” jest bezsensowne. Za każdym razem boję się tych wizyt i wszystko robią, by je długo odwlekać. Od razu przypominają mi się dwaj kumple z okresu mojego pobytu w oddziale SPA. Cytomegalowirus zniszczył im całkowicie wzrok. Zmienił ich życie. Nie rozpoznają mnie nawet po głosie. To straszne, co HIV może zrobić z człowiekiem.
W piątek pojawiłem się na umówioną wizytę u mojego zakaźnika. Właściwie tylko po to, żeby dostać leki ARV i kolejnych kilka recept na stale zażywane leki. Ponoć już nie wystawiają recept z pieczątką. Przypadkowo (?) zepsuł się komputer a lekarz nie miał wglądu w listę refundowanych leków? Przyjąłem do ze spokojem, mając nadzieję, że zmuszony do kolejnej wizyty, znowu nie rozczaruję się. Wreszcie dotarły wyniki wiremii, która cały czas jest niewykrywalna. Tylko się cieszyć, że dzięki lekom ARV ilość wirusa we krwi jest minimalna. Przy okazji kolejnego ważenia okazało się, że w porównaniu z poprzednim miesiącem waga zmniejszyła się. Zapytałem: „To skąd mój brzuch?”. No i … okazało się, że prawdopodobnie mam zespół lipodystrofii HIV. Lekarz zdziwił się, ponieważ aktualnie zażywane leki nie powinny wywoływać LD-HIV. Zmiana leków na razie nie wchodzi w grę, bo te, które biorę dobrze zadziałały na odporność (zwiększyła się przecież). Prawdopodobne jest, że cukrzyca i leczenie insuliną również wpływa na lipodystrofię. Wszystko się wyklucza. Leczenie ARV negatywnie wpływa na leczenie insuliną, a insulina może wpływać na leczenie ARV. Zamknięte koło… Badania i TK zlecił dopiero podczas wizyty. Więc znowu jeżdżenie od lekarza do lekarza…
W ciągu kilku dni miałem umówione spotkanie ze znajomymi. Chciałem nadrobić zaległości… Część została odwołana. Jednak do jednego doszło. Już jakieś półtora roku temu miałem się spotkać z jednym chłopakiem. Oczywiście chodziło o rozmowę i nic więcej. W końcu wczoraj doszło do spotkania. Kilka razy pisałem o tym, że chciałbym poznać kogoś, z kim mógłbym porozmawiać o czymś więcej, o Sile Wyższej, na tematy, które mnie nurtują, kogoś w rodzaju przewodnika duchowego. No i … Hm… Mam wrażenie, że trafiłem na taka osobę. Przy kawie rozmawialiśmy o wszystkim, zadając pytania albo wyrażając swoje opinie przed ich zadaniem, zaskakując się, że właśnie mieliśmy zadać to pytanie. Dawno się tak nie czułem. Żaden z nas niczego nie oczekiwał. Mieliśmy wypić kawę. Jednak po wyjściu ze spotkania zastanawiałem się na pewną sprawą. Czułem się dziwnie… Zostałem doładowany pozytywną energią czy sam oddałem jej zbyt wiele? Nie potrafię określić, jaki jest człowiek. Dobry? Zły? Nawet po takich rozmowach, spotkaniach mam z tym problem … Co będzie dalej ze spotkaniami? Nie wiem, chyba do nie licze na nic. Ale ... nic nie dzieje się przypadkowo...
Planowanie… No, właśnie. Uczą mnie na terapii, by planować każdy dzień, każdą godzinę i być konsekwentny w realizowaniu wyznaczonych zadań, celów. Dlaczego? Być zajętym to najważniejsza rzecz. Nie zrozumiałem tego od razu. Z czasem pojąłem, że plan zmusza mnie do działania a to nie wprowadza mnie w „podłe” nastroje, które mogą przyczynić się do zrodzenia się najgorszego – głodu alkoholowego. Od jakiegoś czasu miewam chwile, kiedy zauważam u siebie objawy głodu. Radzę sobie z nimi po swojemu. Myśląc, pisząc, rozmawiając, analizując i odpowiadając sobie na pytania, rzadziej bywając na mityngach. Po chwili wreszcie się otrząsam i wracam na „dobrą” drogę. Mimo to, boję się tego weekendu. Będę sam w domu, nie licząc psa. Mimo wszystko taka sytuacja kojarzy mi się z piciem i ćpaniem. Mało tego, starzy zapomnieli schować alkohol. W barku stoi zrobiona nalewka przez ojca. Qrwa! Pech? Albo próba przede mną? …
Oczywiście zaplanowałem sobie weekend, tak, by jak najwięcej czasu mieć zajętego. Mam do zrobienia kilka rzeczy. Jednak…
Muszę jeszcze o czymś napisać. Być może powtórzę się.
Piszę bloga dla siebie, od pewnego czasu licząc, że w jakiś sposób stanie się przesłaniem, pokazującym, że każdego człowieka może dotknąć to, co mnie. Choroby … jest ich wiele. Może inne, których nie mam są bardziej wyniszczające, jednak te, które mnie dotknęły są dla mnie ogromnym ciężarem. Próbuję żyć z nim jak z przyjaciółmi, którymi kiedyś była wódka i amfetamina. Staram się już teraz postępować, jak inni. Staram się żyć w zgodzie z sobą. Nasuwa się pytanie, co to znaczy „żyć w zgodzie z sobą”? To temat na inną notkę. Coraz więcej tematów nasuwa mi się do opisania, przeanalizowania, wysłuchania, co inni mają do powiedzenie. Wczytanie się w komentarze i potraktowania ich, jak zwroty, wyciągając z nich odpowiednie wnioski.
Mógłbym tą notkę potraktować, jako reklamę, prosząc o zagłosowanie na mojego bloga. Na jakiś czas przestać pisać. Ale… nie, nie zrobię tego. Tematy poruszane przeze mnie są bardzo drażliwe, dla wielu wręcz niemożliwe, nieznane. Jeśli ktoś będzie chciał się wczytać w treść zrobi to i jeśli uzna, że warto – zagłosuje.
Życzę wszystkim miłego weekendu…
Nieufny
ps. bardzo dziękuję za oddane głosy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz