2.01.2012

NOWY ROK SIĘ ZACZĄŁ 1-2/01/2012

Sylwester – dzień, w którym można się wyszaleć…

Czy szczerze cieszymy się z przyjścia nowego roku i dobrze bawimy? Czy tylko na pokaz?

Przeżyłem już trzeci sylwester na trzeźwo. Rzeczywiście, zdecydowanie inny niż poprzednie. Z każdym kolejnym rokiem dostrzegam, że bez alkoholu i narkotyków można również doświadczać tego samego, co kiedyś, dobrze się bawić. Poprzednie? Hm… Jaki sylwester był najlepszy? Te, których teraz doświadczam czy wcześniejsze?

Wczoraj spędziłem sylwestra w domu. Jeszcze nie miałem na tyle odwagi i siły, by pojawić się gdzieś na imprezie. Wszędzie wyzwalacze. Zbyt mocno je odbieram, przeżywam i później świadomie lub nie nakręcam się i wpadam w głód alkoholowy. I co potem? Hm… wypić i zaćpać – tylko taka myśl odbija się po resztach tego, co zostało :D

Spokojnie, razem z Panem B. siedzieliśmy i oglądaliśmy filmy na kompie. Zbliżała się dwunasta i… nie było szaleństwa, nie było wymyślonych życzeń, jedynie: „Wszystkiego najlepszego.”. Był lekki pocałunek i uśmiech na twarzy. To wystarczyło. Nawet nie rozdrażniło mnie jego pytanie i stwierdzenie: „Co? E, tam, marudzisz.”. Cały on! Dla mnie ten dzień jest dniem, takim samym, jak pozostałe. Nie bawi mnie już imprezowania, nie, dlatego, że unikam ich ze względu na używki, ale chyba – zwyczajnie, wyszalałem się. Co roku wysyłałem niezliczoną ilość życzeń. Tym razem wysłałem kilka sms do osób, z którymi najczęściej rozmawiam. Dostało mi się od Pana B.: „Ej! Gruby (to ostatnio używana przez niego złośliwość) oszczędzaj! Po co wysyłasz sms?”. Oczywiście jedna z sieci zawaliła, jak co roku. Tak, więc wysyłanie zakończyło się szybko. Później było… hm… pozostawię to dla siebie, chyba nie nadaje się na blog dalsza część.

W zeszłym roku również spędziłem sylwestra z Panem B. To były nasze pierwsze wspólne witanie nowego roku. Trochę inne niż to wczorajsze. Bardziej spontaniczne? A może to efekt wzajemnej fascynacji?

Najbardziej jednak ze wszystkich trzech ostatnich lat pamiętam pierwszego sylwestra – pierwszego trzeźwego. Rok 2009 – przełomowy w moim życiu. Po kilku miesiącach spędzonych na oddziale SPA i kilku kolejnych miesiącach dojeżdżania na kroplówki, wreszcie mogłem odpocząć. Byłem trzeźwy. Podjąłem wtedy leczenie, które musiałem przerwać ze względu na niską odporność. Zakaz przebywania w większej grupie, by nie „złapać” niczego więcej, wtedy ptasiej grypy… Lekarze byli bardziej przerażeni niż ja. Ich przerażenie odbiło się na mojej psychice. Czułem się samotny, zależny i jak zbity pies. Zostałem w domu, leżąc na kanapie przed telewizorem. Tylko jeden telefon z życzeniami, od sp. Krzysia – mojej „siostry”. I nic… Ryczałem jak bóbr. Nie mogłem zrozumieć siebie. Zadawałem sobie pytania: „Dlaczego…?”. Nie poszedłem na rynek, bo wiedziałem, że będą tam pijani, alkohol lejący się strumieniami, a ja nie będę mógł się napić. Wtedy jeszcze nie potrafiłem sobie tak radzić z wyzwalaczami i głodem alkoholowym. Sylwester pełen refleksji, przemyśleń, wspomnień i łez.

A wcześniejsze?

Pierwszy w Warszawie. Zakochany 24 latek. Pragnąłem spędzić sylwestra z ukochanym, z Wojtkiem. Nie mogłem, ale wszystko robiłem, żeby chwilę być sam na sam z Wojtkiem. Udało się namówić, żebyśmy poszli gdzieś na kilka godzin. W domu afera, pozostawiona żona z dzieckiem. Wtedy nie robiło to na mnie wrażenia, chciałem być z ukochaną osobą. Poszliśmy do jakiejś knajpy na organizowanego sylwestra. Niestety, jak później się okazało Wojtkowi chodziło tylko o jedno – seks… Po północy, w nerwach wróciliśmy do domu.

Kolejny sylwester spędzałem ze znajomymi, z którymi jeszcze wtedy utrzymywałem kontakt. Niestety niewiele pamiętam. Jedynie to, że obudziłem się nagi w łóżku z trzema kumplami. Boląca głowa, totalny kac, do którego nie potrafiłem się przyznać. Szukałem jakiegoś alkoholu. Musiałem się napić. Musiałem jakoś stanąć na nogi, a wydawało się, że tylko klin mi pomoże. Później usłyszałem, co robiłem. Bawił mnie każdy fragment „opowieści”, byłem dumny ze swych wyczynów. Chyba nie chcę ich pamiętać, bo teraz trudno mi o nich pisać. Jedyne wspomnienie to zdjęcie. Nas czterech objętych. Wojtek nie wiedział o niczym, tylko, że była impreza. Wtedy pierwszy raz odczułem jego zazdrość, strach i niezadowolenie.

Jednego roku załatwiłem sobie faceta na całą noc. Po kilku dniach ćpania musiałem przeżyć „zejście”, a najlepszym sposobem był alkohol. Pamiętam prawie wszystko, do momentu, kiedy urwał mi się film. Pamiętam, że seks był taki, jaki chciałem, ale … niestety, to tylko fragmenty. Dziwne, urwał mi się film, a zachowywałem się, jakbym był trzeźwy. Mówiłem, dyskutowałem i …

Kolejne były samotne, kiedy wypijałem 0,7 litra wódki. Nie dawałem rady dotrwać do północy. Po wypiciu, „na chwilę” kładłem się, patrzyłem w telewizor i zasypiałem. Budziłem się nad ranem skacowany. Z ogromnymi wyrzutami i poczuciem winy.

Każdy sylwester był związany z alkoholem i amfetaminą, które prowadziły do zachowania bez jakiegokolwiek zahamowania.

Dlaczego o tym piszę?

Z pewnością, by pamiętać. Jednak jest jeszcze inny powód…

Myślę, że wszyscy patrzyli na jakieś wiadomości, migawki związane z imprezami sylwestrowymi. Pewna część wypowiadających się imprezowiczów była pijana lub naćpana. Ten, kto nie doświadczył tego stanu mógł mieć problem z wychwyceniem. Ja nie miałem. Przeraziłem się. Czytając różne artykuły wnioskuję, że Polacy piją inaczej niż kiedyś. Ponoć degustują alkohol? Poza tym doniesienia w mediach... Tylko w nowy rok 500 zatrzymanych kierowców pod wpływem alkoholu! Hm… czy naprawdę tak trzeba? Czy nie można inaczej? Trzeźwo? Odpowiedzialnie?

Powiem tak. Można! Trzeba tylko chcieć!

Mimo, że jako alkoholik nie powinienem tego pisać, przyznaję – zabawa pod wpływem jest zdecydowanie lepsza niż na trzeźwo. Może, dlatego, że nie miałem wtedy żadnych zahamowań? Muszę się nauczyć nowego życia. Nie dla wszystkich jest alkohol i dragi! Z pewnością NIE DLA MNIE! I niech tak zostanie, ale może niech każdy zastanowi się czy stosowane używki też na nich zgubnie nie działają?

Jestem zadowolony z… 25 grudnia przyjąłem jako datę odstawienia alkoholu i narkotyków. Nie pamiętam ostatniego dnia ćpania. Pamiętam, że w 2008 roku jadąc pociągiem na święta do rodziny piłem ostatniego drinka. Później dostałem przedostatniego ataku trzustki. Minął trzeci rok bez alkoholu i szósty bez narkotyków. Oby kolejny rok też taki był…

Nieufny

Jeszcze raz wszystkiego dobrego wszystkim życzę. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz