7.01.2012

ODPOWIEDZIALNOŚĆ 03-07/01/2012

Znowu długa notka, ale może uda mi się wywołać dyskusję?

Widząc nadjeżdżający pociąg pomyślałem … Qrwa! Rzucę się pod pociąg. Dzięki temu przestanę mieć problemy. Jednocześnie ułatwię życie innym, bo z czasem pogodzą się z moją decyzją. Ułatwię też rozwiązanie problemu rządowi – stanę się zbędną mordą do wykarmienia. Przestanę być problemem… Zmniejszę wydatki z budżetu na leczenie i na rentę…A rodzina i Pan B. dostaną odłożone pieniądze z OFE…

Tak, tak pomyślałem, ale… nie potrafię tego zrobić. Jestem za słaby. Nie mam tyle odwagi. Qrwa! Pech! No, niesamowity pech!

I tu zdałem sobie kolejny raz, że moje wybory niosą skutek. Dokonując wyboru biorę odpowiedzialność za swoje czyny i wiem, jaki przyniosą efekt.

Dlaczego, ja mam odpowiadać za swoje decyzje, a inni nie?

Dlaczego przerzucają na siebie odpowiedzialność?

A tak naprawdę, końcowe ogniwo świadczonych usług, czyli pacjenci - nie mają nic do powiedzenia.

Taki rząd… Czy zdaje sobie sprawę z tego, co robi? Podejmując decyzje związane z lekami i receptami chyba wie, co może to spowodować? Chodzi o chorych! Tak jak o mnie! Będę zmuszony zmienić leczenie lub zaprzestać go. Nie stać mnie na finansowanie takiego leczenia i wyrzucanie ponad 300 złotych, których przecież i tak nie mam. Jeśli mam to robić, toproszę o podwyższenie mojego wynagrodzenia, płaconego przecież z państwowych pieniędzy – zasiłku stałego z pomocy społecznej. Z tego, co wiem nie zmienił się od 2009 odkąd zacząłem otrzymywać zasiłek z tytułu znacznej niepełnosprawności. Jak mam żyć?

Rodzina? Hm, trwa afera „lekowo – receptowa”… Po powrocie z środowej terapii, zmuszony do oglądania informacji TVN24, dyskutowaliśmy z rodzicami. Moja Matula nie była przekonana do moich wyliczeń, zapewniała, że mylę się… Hm… Być może umknęło coś mojej uwadze, nie zaprzeczyłem. (I w tym momencie mógłbym pisać o poczuciu własnej wartości, ale… to temat na kolejną notkę). Od ojca usłyszałem: „Co zamierzasz?”. Wbiło mnie w krzesło, na którym siedziałem. Zatkało mnie. „Nie wiem, naprawdę nie wiem! Zmienię leczenie? Przestanę się leczyć?” – odpowiedziałem. Nie zrobię tego na złość sobie, innym, ale z powodu bezradności i braku możliwości finansowych.

Nie tylko rząd ponosi odpowiedzialność za chorych. Również opozycja. Gdyby wcześniej robiła coś w tym temacie, nawet nagłaśniając sprawę w mediach może byłoby inaczej? Irytuje mnie, gdy słyszę ich wieczne narzekania na rząd. Sami nic nie wnoszą oprócz fermentu. Pranie mózgu jest cechą charakterystyczną polityków. Ciągle powtarzają, że najważniejszy jest interes pacjentów, chorych. Qrwa! Puste słowa! Polityka! Tylko gadanie, które nic nie wnosi.

Lekarze! Zawód, który według mnie wymaga powołania. Predyspozycje, które dadzą siłę w wykonywaniu tej trudnej profesji. Uważam nawet lekarza za kogoś lepszego, ważniejszego niż duchownego. Dlaczego? Lekarze nie tylko leczą ciało, ale duszę. Podziwiam ich za siłę, która jest niezbędna do przekazania pacjentowi często najgorszych informacji. Uporanie się z takim stresem to ogromna sztuka. Może z czasem niektórzy wpadają w rutynę, ale nie wierzę, by w ogóle tego nie przeżywali. Często postępowanie lekarzy graniczy z cudami, w które większość wierzy. Zresztą nie raz słyszałem, że najważniejsze jest pozytywne myślenie, nastawienie. Qrwa! Cały czas złości mnie ten tekst. Wnioskuję, że postępowanie lekarzy jest odpowiedzialne. Najważniejszy jest dla nich pacjent, jak sądzę. Obym po akcji „lekowo-receptowej” nie zmienił tego zdania. Mam jakiś znajomych lekarzy, ale nasze kontakty są sporadyczne, więc nie wiem, co przeżywają i myślą.

Powiem na swoim przykładzie.

Jako doradca podatkowy (dawne czasy) byłem ubezpieczony. Wykonywanie tej profesji było bardzo ryzykowne. Podejmowanie decyzji łączyło się ze stresem i paniką związaną z przyszłymi konsekwencjami. Tak naprawdę, nigdy nie wiedziałem, jakie one mogą być. Często przyjmowane zlecenia były obejmowane dodatkowymi ubezpieczeniami, bo albo wolałem to zrobić i kalkulacja wartości usługi mogła pokryć to ubezpieczenie, albo kontrahent życzył sobie tego i stawiał to za warunek podjęcia współpracy. Było mi bardzo ciężko, kiedy nie byłem pewien podjętych decyzji, napisanych opinii, w sytuacji braku interpretacji podatkowej. I? Mogłem zrezygnować z obsługi (w końcu podjąłem taką decyzję i nikomu do tej pory nie udało się namówić mnie do powrotu do zawodu), ale musiałem się liczyć z tym, że nie zarobię. Poza tym, zawsze brałem pod uwagę konkurencje między doradcami oraz opinię przekazywaną „na mieście” prze klientów. Cały czas byłem świadomy tego, co robię. Doradcy również mają swoich przedstawicieli, którzy mogą mieć wpływ na przyjmowane stawki „państwowe” za świadczenie usług. Nawet niezgadzanie się z nimi, nie zmienia niczego. Doradca albo świadczy usługi, albo nie robiąc tego traci pieniądze. Może to nie odpowiedni przykład? Może Asik wpisując komentarz dała do zrozumienia, w czym rzecz, powołując się na pracę nauczycieli.

Różnica między doradcą i lekarzem polega na tym, że lekarz i tak dostanie kasę z budżetu, w przypadku zatrudnienia w państwowej służbie zdrowia, co chyba jest wymagane przepisami. Nawet przy ograniczeniach godzinowych niepojęte jest dla mnie takie zachowanie, jak ostatnio. Rozumiem strach przed karą, która została cofnięta, wprawdzie tylko komunikatem, ale … rozdmuchane przez media komunikaty do czegoś zobowiązują rząd i sądzę, że nie respektowanie własnego stanowiska przez rząd spowodowałoby kolejną akcję protestacyjną. Nie rozumiem tłumaczenia, że jak nie ma podstawy prawnej to lekarze nie zaprzestaną strajku. Qrwa! Trochę więcej rozsądku, zdrowego podejścia do życia… Qrwa! Lekarze są dla nas – chorych, a nie my dla nich! Tak naprawdę, my jesteśmy waszymi pracodawcami. Szkoda, że tak niewiele mamy do powiedzenia. Dlaczego? Hm… Mamy się nie leczyć? Mamy zacząć strajkować jak inni? Nie mamy wyjścia, zmuszeni zdawać się na waszą łaskę! Tak… to my znaleźliśmy się w najgorszej sytuacji!

Duży wpływ na akcję ma również branża aptekarska. Nie jestem tym zdziwiony. Apteki przez wprowadzenie nowego obwieszczenia bardzo dużo stracą. Nie będzie już niezdrowej konkurencji, gdzie większe apteki sprzedawały leki za grosz. Być może klientów odzyskają mniejsze apteki.

System działania leków za grosz? Apteka sprzedaje leki za grosz, będąc w układzie z firmą farmaceutyczną lub bezpośrednim dostawcą. Przyciąga klientów, którzy kupując lek za grosz, kupują inne w wyższych cenach. Apteka robiąc duży obrót, nie widoczny dla klienta, zyskuje u dostawcy kolejne obniżki. I znowu wszystko kręci się wokół kasy. Bogu winni w tym wszystkim są pacjenci.

Rozumiem działania biznesowe, ale działanie na zasadzie „po trupach do celu” w końcu „wypływa” na wierzch i przynosi mierne efekty. Miałem przyjemność realizować recepty w nowym roku. Zabawne… więcej czasu poświęciłem na bieganie po aptekach niż to wszystko warte. Jedna odmówiła zrealizowania recepty z pieczątką, druga może sprzedać, ale za 50 % wartości leku lub w 100 %. Miałem dosyć. Poddałem się. Matula ma biegać dalej. Mnie jednak za dużo nerwów to kosztuje. Na razie, nie biorę leku. Jednak to moja decyzja i odpowiedzialność. Depresjonista miał rację. Znajdę się w grupie wrzodowców (kolejny raz) i obciążę leczeniem skarb państwa, ale… tu rozczaruję wszystkich! Leki dla wrzodowców również podlegały analizie i zmienił się sposób i wysokość ich refundacji. Więcej mają dokładać pacjenci.

Istnieje coś takiego jak przedstawiciel handlowy. Mają go również firmy farmaceutyczne. Niech nikt nie mówi, że profesja lekarzy i farmaceutów nie zyskuje jeszcze na tym! Wszystko znowu rozbija się o pieniądze. Żeby znaleźć finalnych odbiorców, którymi są chorzy trzeba posmarować łapę pośrednikom – lekarzowi i farmaceucie. Łapówka? A jak! W jakiejś formie oficjalnej – od czego są prawnicy? Nie znam działania tego systemu i staram się nie myśleć o tym i nie analizować, bo boję się, że szybciej szlag by mnie trafił. I tak, jako pacjent nie mam innego wyjścia. Muszę iść do lekarza i apteki albo podjąć decyzję o nieleczeniu się, znając konsekwencje swojego postępowania.

W całym proteście pomyślałem o jednym. Jak wiele zyskują dwie kolejne branże? A chorzy? Jeśli ktoś powie mi, że najważniejsze jest dobro pacjenta, to… delikatnie sprawę ujmując – wyśmieję, nie mówiąc o prawdziwej reakcji i chęci jej okazania. Do czego doszło? Tworzenie złudzeń ludziom, którzy nawet, jeśli teraz nie chorują, mogą stać się pacjentami szybciej niż myślą.

Pomyślałem sobie: „Qrwa! Wszyscy strajkują! Nawet służby mundurowe – kolejni finansowani przez państwo! Dlaczego tego nie zrobią renciści, emeryci i chorzy?”. Może w końcu trzeba coś zrobić, a nie tylko słuchać obietnic, z reguły nierealizowanych. Podwyżki uposażeń? Qrwa! Jakie podwyżki? 70 złotych? Inni finansowani przez budżet, jak lekarze, pielęgniarki i inni dostają konkretne podwyżki itp. W końcu nasza „półka” powinna zastrajkować!”. Co? Renciści, emeryci, chorzy są gorsi od pozostałych? Chyba tak. Łudzę się cały czas, że o nas się dbają. Gówno prawda! Wszystko wygląda, jak w obozie koncentracyjnym. Silniejsi przetrwają, słabsi idą do gazu! Tak, w ten sposób zaczynam coraz bardziej odbierać całą sytuację. Nie czaruję się, że ktoś dba o moje dobro. Niestety nie przynoszę kasy i dla tego w pierwszej kolejności jestem do odstrzału. Najbardziej jest mi żal starszych i dzieci. Dla mnie jest to nie do pomyślenia, żeby osoba długo pracująca dla kraju żyła za marne pieniądze i jeszcze ponosiła takie koszty leczenia. Po co pracowała? Pracowała na młodsze pokolenie i co z tego ma? Jest gównem! Czymś, czego należy się szybko pozbyć. A dzieci? Przecież one są ponoć najważniejsze?

Katolicy! Większość z Was jest przeciwna skrobance, usuwaniu ciąży, czyli nienarodzonego dziecka. A jak jest w życiu? Przecież takie traktowanie emerytów, rencistów, chorych to też swego rodzaju skrobanka! Byle się pozbyć problemu! No, i masz… znowu stoi na moim. Hipokryzja … wszędzie jest!

W całej aferze „lekowo-receptowej” zaczęło się coraz głośniej mówić o cyfryzacji systemu zdrowia. Ha! Przedstawia się przykłady Niemiec, Anglii. Po co? Niech teraz wszyscy przeciwnicy Sośnierza przepraszają! To on był normalnym politykiem, dyrektorem śląskiego NFZ, który wprowadził system kart chipowych. Ten, kto mieszka na Śląsku wie, jakie jest ułatwienie dla pacjenta i lekarza. System nie do końca wdrożony, ale działa. Można wszystko sprawdzić. Jaki pacjent, jakie choroby, jakie badania, jakie recepty i od kogo? Jedynie nie można zobaczyć, jakie zostały leki przepisane. Nie dano możliwości wykazania się ówczesnym pracownikom na Śląsku, a myślę, że szybko wprowadziliby system e-recept, który okazuje się pilotażowo był wprowadzany w 2011 roku gdzieś w Polsce.

Jestem zmęczony tym wszystkim. Zaczyna mnie to przerastać. Nie, nie użalam się nad sobą, ale … w gruncie rzeczy doświadczam tego, co inni mogą doświadczyć. Mam nadzieję, że będą mieli lepiej… Mam nadzieję, że w końcu naród się obudzi i wyjdzie na strajk, jak inni… Brakuje tylko jakiegoś „normalnego” przywódcy, któremu nie będzie zależało na prywatnej kasie czy polityce.

Narodzie! Łączmy się! Jak za komuny? Może najwyższy czas? Hehehe … wyświechtane slogany…

Na końcu jeszcze jedna refleksja o nowej liście refundowanych leków… Zastanawiam się czy jej wprowadzenie nie wynikało z chęci kontrolowania lekarzy i farmaceutów, właśnie z powodu dodatkowych apanaży od firm farmaceutycznych.

Pozdrawiam wszystkich, w trwającym obłędzie.

Życzę miłego weekendu.

Nieufny

Ps. Z pracy chyba nici. Mieli dzwonić. Kolejne niespełnione zobowiązania i wprowadzanie nadziei w człowieka, którego później dopada większa depresja.

PS. W poniedziałek będzie notka o poczuciu winy :) Chyba każdy je ma?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz